Trucizny są wśród nas!

0
914

Jakiś czas temu przeprowadzono badania kości naszych przodków sprzed około 400 lat – i porównano z kośćmi współczesnego człowieka. Celem bylo określenie ilości ołowiu, który znajduje się w naszych organizmach – w porównaniu do tego, co znajdowało się tam kiedyś Różnica była 500-1000 krotna. O tyle więcej ołowiu znajduje się w naszych kościach.

W sytuacji gdy ołów dostanie się do organizmu, przez jakiś czas krąży we krwi, a potem część jest usuwana z moczem i z kałem, a część – wrzucana do kości. Jest to taki bufor bezpieczeństwa, ponieważ ciężko się tego paskudztwa pozbyć, organizm to po prostu zamurowuje. Potem ten ołów stopniowo jest z kości uwalniany, znowu sobie trochę pokrąży we krwi, znowu część trafi tam z powrotem, część zostanie usunięta – i tak dalej. Trwa to dosłownie dziesięciolecia.

Od jakiegoś czasu uważano, że stężenie ołowiu we krwi do wartości 10 µg/dL jest bezpieczne – zresztą w Polsce dalej pewnie tak się uważa i tak traktuje pacjentów.

Średnie stężenie ołowiu we krwi dziecka mieszkającego w Polsce w rejonie nie uprzemysłowionym, oddalonym od dróg i innych poważnych źródeł ołowiu wynosi 3 µg/dL, a dzieci mieszkających w miastach uprzemysłowionych – około 7 µg/dL. Dorośli mają te wartości o wiele wyższe, około 8 µg/dL dla dorosłych spoza obszaru przemysłowego.

Co się jednak okazuje?

Statystycznie iloraz inteligencji dzieci spada o ponad 5 punktów za każde 10 µg/dL stężenia ołowiu we krwi, przy czym dziecko ze stężeniem poniżej 1 ma średnio o 8 punktów wyzszą inteligencję niż dziecko o stężeniu 10. Każde stężenie powyżej 1 jest już groźne, powodując uszkodzenie mózgu na tyle poważne, że obniża zdolności umysłowe.

Co jeszcze potrafi ołów?

Kilkukrotnie (dosłownie) potrafi zwiększyć ryzyko zawału czy wylewu krwi, zwiększa też ryzyko rozwoju nadciśnienia. Potrafi znacznie upośledzić produkcję, przechowywanie i aktywację witaminy D, obniżając jej poziom nawet o kilkanaście punktów. Statystycznie osoba z wysokim poziomem ołowiu we krwi ma kilkukrotnie (!) wyższe ryzyko rozwoju nerwicy – przy czym uwaga, osoba ze stężeniem ołowiu 0,6 µg/dL ma ponad trzykrotnie wyższe ryzyko (albo trzykrotnie częstsze ataki) niż osoba ze stężeniem 3 µg/dL. Biorąc pod uwagę, że średnie stężenie w Polsce dla dorosłych jest kilkukrotnie wyższe, mamy obraz nędzy i rozpaczy. Depresje występują „zaledwie” dwukrotnie częściej u osób ze stężeniem 3 w stosunku do tych o stężeniu 0,6. Znacznie osłabia kości, powodując mocno podwyższone ryzyko złamań – a w pewnym wieku jest to główna przyczyna zgonów.

Badanie wpływu ołowiu na długowieczność wykazało, że osoby ze stężeniem pomiędzy 20 a 29 miały, w stosunku do osób ze stężeniem poniżej 10, o 68% wyższe ryzyko zgonu na raka, 39% z powodu chorób układu krążenia, ogólnie – o 46% wyższe.

Najgorszy jest wpływ ołowiu na płód, wtedy zmiany potrafią być nieodwracalne i bardzo silne, wielokrotnie gorsze niż w przypadku dorosłych. Dla każdych 5 µg/dL stężenia ołowiu u dziecka, o 50% wzrasta ryzyko popełnienia przez nie przestępstwa powiązanego z agresją w życiu dorosłym. Oznacza to, że poddając wszystkie dzieci oczyszczeniu z ołowiu, uzyskalibyśmy kilkukrotny spadek przestępczości. w badaniach na zwierzętach zatrucie ołowiem powodowało znaczy wzrost agresywności, do tego stopnia, że spokojne dotąd zwierzaki rzucały się na ludzi.

Skąd ten ołów się bierze?

Ostatnio jego stężenie w środowisku znacznie spadło, jednak dalej mamy go bardzo dużo, zwłaszcza w Polsce. Wszyscy pewnie pamiętają histerię po awarii elektrowni atomowej w Japonii, na skutek której zmarły bodajże 3 osoby (i pewnie następne 20 umrze w ciagu następnych 20 lat w bezpośrednim sąsiedztwie awarii). Polskie elektrownie na wyngiel wyrzucają w atmosferę dosłownie tony ołowiu, który zabija tysiące osób każdego roku – i nikt się tym nie martwi. Bardzo poważnym źródłem są papierosy. Wędkarze lubią bawić się ołowianymi ciężarkami. Na butach wnosimy do domu pył ołowiany. Sąsiad pali w piecu kablami z zawartością tego pierwiastka. I tak dalej, i tak dalej.

Jak pisałem, jest on magazynowany w kościach. To jest ratunek organizmu, ale także poważne zagrożenie – w pewnych sytuacjach.

Wyobraźmy sobie kobietę, która zachodzi w ciążę. Zaraz zbiegnie się mnóstwo kretynek i kretynów, niekiedy z dyplomami lekarskimi, którzy będą dawać dobre rady – jak to trzeba jeść mięsko i pić mleczko. Na skutek przebiałczenia, połączonego z niedoborami pokarmowymi innego typu, następuje masowy ubytek kości – bardzo częste zjawisko w ciąży. W efekcie do krwiobiegu są wyrzucane potężene ilości ołowiu. Bez problemu przenika on przez łożysko, powodując dewastację mózgu płodu, a także jego systemu odpornościowego. Rodzi się głupek który ma kilkukrotnie większą szansę zgonu na raka. Tak to jest, jak się „mądrych” słucha.

Druga rzecz to zwykły proces starzenia, w czasie którego kości się rozpuszczają. Powoli, ale nieubłaganie jesteśmy na starość zalewani zgromadzonym ołowiem. Śmierć będzie o wiele szybsza, ale wcale przez to nie będzie mniej nieprzyjemna, wprost przeciwnie.

Pozbycie się większości ołowiu zgromadzonego w kościach i prawie całego zgromadzonego we krwi kosztuje około 10 zł. Dziesięc zł. Żaden lekarz wam tego nie powie, żaden nie zleci badania poziomu ołowiu, żaden nie poleci terapii. Będą wam za grube tysiące sprzedawać leki na dziesiątki chorób wywołanych zatruciem – do końca życia, ich albo waszego.

Proponowałbym trzy sesje po 10 dni dość wysokimi dawkami doustnego EDTA, przedzielone kilkudniowymi kuracjami uzupełniającymi wypłukane przy okazji terapii cynk, wapń czy żelazo. Dodatkowo terapia uwalnia ze sporej ilości kadmu i aluminium, prawdopodobnie również częściowo rtęci, niejako premiowo rozpuszczając patologiczne złogi wapniowe w naczyniach krwionośnych.

Dodatkowo powinno się suplementować witaminę B1 w dużych dawkach (rzędu 100 mg dziennie), bardzo mocno obniża ona poziom ołowiu w organizmie, wypłukuje go też z tych narządów, do których EDTA nie dociera. Potężne działanie ma też czosnek, parę ząbków dziennie działa w zasadzie porównywalnie do EDTA – powinien być zmiażdżony przed spożyciem i nie powinien to być ten chiński bezzapachowy (ma niższe stężenie aktywnej substancji). Nieco gorzej, ale też bardzo dobrze działają tabletki z wyciągiem z czosnku. Powinno się też brać cynk pod osłoną miedzi – zwiększa on działanie EDTA, sam w sobie jest również antagonistą ołowiu i niweluje częściowo jego toksyczność.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ